Klasyczny scenariusz przestojów na budowie: kilka ekip pracuje równolegle, każda ma swój plan, ale nikt nie widzi całości. Efekt widać dopiero, gdy terminy zaczynają się rozjeżdżać.
Na budowie pracuje jednocześnie kilka ekip — konstrukcyjna, instalacyjna, wykończeniowa. Każda ma swój plan działania, ale informacje między nimi przepływają głównie ustnie albo przez telefon, bez jednego wspólnego dokumentu odniesienia.
Problem ujawnia się, gdy jedna ekipa czeka na zakończenie prac drugiej, a nikt wcześniej nie zsynchronizował terminów — albo gdy dwie ekipy próbują pracować w tym samym miejscu tego samego dnia.
Najczęściej brakuje jednego dokumentu — harmonogramu sieciowego pokazującego zależności między etapami — do którego wszystkie ekipy mają dostęp i który jest na bieżąco aktualizowany. Bez niego koordynacja opiera się na pamięci kierownika budowy i doraźnych telefonach, co przy większej liczbie ekip przestaje się skalować.
Harmonogram, którego nikt nie aktualizuje, jest gorszy niż brak harmonogramu — daje złudne poczucie kontroli, którego w praktyce nie ma.