To jedna z pierwszych decyzji na starcie inwestycji — i jedna z tych, które najmocniej przesądzają o tym, czy budżet i harmonogram utrzymają się w ryzach.
Inwestor staje przed wyborem: zatrudnić generalnego wykonawcę (GW), który bierze na siebie całość robót za jedną cenę ryczałtową, czy samodzielnie zarządzać budową — zatrudniając podwykonawców bezpośrednio, licząc na niższy koszt łączny.
Problem pojawia się wtedy, gdy decyzja zapada głównie na podstawie ceny z pierwszej rozmowy, bez realnej analizy tego, ile czasu, wiedzy i zaangażowania wymaga każda z tych ścieżek.
Różnica w cenie między ofertą GW a sumą kosztów podwykonawców "z rynku" bywa kusząca — czasem to kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent. Inwestorzy rzadko wliczają do tego równania własny czas, konieczność koordynacji ekip, odpowiedzialność za błędy wykonawcze czy ryzyko związane z brakiem jednego podmiotu odpowiedzialnego za całość.
Przy wyborze niedopasowanym do sytuacji inwestora, typowe problemy wyglądają tak:
Zanim podejmiesz decyzję, warto szczerze odpowiedzieć sobie na kilka pytań:
Niezależnie od wybranej ścieżki, niezależny kosztorys inwestorski przygotowany przed podjęciem decyzji daje twardy punkt odniesienia — pozwala ocenić, czy oferta generalnego wykonawcy jest rynkowa, albo realnie oszacować sumę kosztów przy zarządzaniu samodzielnym.
Decyzja "GW czy samemu" nie powinna zapadać na podstawie jednej rozmowy telefonicznej — to wybór modelu zarządzania ryzykiem na cały czas trwania inwestycji.